Relacje

Relacje

Prędzej czy później (a zwykle prędzej) podczas każdej terapii poruszamy temat relacji z innymi ludźmi. Wiele osób za cel terapii stawia sobie poprawę tych relacji. I tu zwykle pojawia się pytanie do jakiej komunikacji zapraszamy innych i do jakiej dajemy się zaprosić. Czy mówimy wprost czego potrzebujemy, licząc się z tym, że nasza prośba zostanie spełniona lub nie? Jakie „filtry” nakładamy interpretując czyjeś słowa i zachowania? Jakie intencje przypisujemy rozmówcy? Ilu rzeczy nie mówimy w nadziei, że druga osoba się domyśli? Przecież powinna wiedzieć….

Gdy zaczynamy odpowiadać sobie na te pytania, to sięgamy do naszych przekonań o świecie i ludziach, do naszych wyobrażeń, nadziei i lęków. Jeśli postrzegamy świat jako niebezpieczny, to i ludzie mogą być zagrażający. Jeśli mamy doświadczenie bycia skrzywdzonym, to będziemy szczególnie ostrożnie ujawniać siebie, żeby uniknąć powtórzenia tego doświadczenia.

Każdy człowiek ma swój system znaczeń, swój sposób komunikowania się, mniej lub bardziej efektywny, prosty, satysfakcjonujący lub nie. Bywa, że ten sposób utrudnia życie. Warto się temu przyjrzeć. Co możemy zyskać? Szacunek dla siebie, zaspokojenie potrzeb, partnerską, uważną relację…

O pracy z genogramem

O pracy z genogramem

Dziś będzie o jednym ze sposobów pracy w gabinecie. Pracując z klientami często korzystam z metody nazywanej genogramem. Mówiąc najogólniej genogram wygląda jak drzewo genealogiczne, wzbogacone o dodatkowe informacje, dotyczące ważnych zdarzeń w życiu rodziny oraz relacji łączących poszczególnych jej członków. W miarę jak klienci snują opowieść, powstaje rysunek, który pozwala dostrzec wzorce rodzinne i postawić hipotezy dotyczących rodziny.

Po co to wszystko robimy? Dziwne może się wydawać chodzenie do psychoterapeuty, by budować drzewo genealogiczne. Zwykle ta fascynująca podróż w przeszłość daje bezcenny materiał do refleksji nad tym, nad czym chcemy w terapii pracować, co chcemy zmienić i – co ważne – z jakich zasobów możemy skorzystać.

W każdej rodzinie istnieją wzorce rodzinne – zachowań, reakcji, struktury rodziny, przekazywane z pokolenia na pokolenie (np. w naszej rodzinie nie ma rozwodów, w naszej rodzinie nikt nie ma więcej dzieci niż dwoje, liczy się sukces finansowy, kobiety pracują zawodowo itp.). Poznanie ich pozwala rodzinie wybrać – co chcą kontynuować, a co już się zdewaluowało, przestało być potrzebne, co warto odrzucić. Zobaczywszy nieadaptacyjne wzorce powtarzane w rodzinie, może ona podjąć pracę nad ich zmiana. Jednocześnie pracując z genogramem rodzina może rozpoznać źródła swojej siły, odporności, zasoby, które pomogły osiągnąć sukces lub przetrwać trudne momenty – zarówno normalne etapy rozwojowe (urodzenie dziecka, usamodzielnienie się, starzenie itp.), trudne czasy (wojnę, kryzysy gospodarcze, zmiany ustrojowe) czy choroby, niepełnosprawność.

Wartością dodaną jest wzbudzenie ciekawości historią rodziny – klienci zaczynają na własną rękę zbierać informacje, wypytują starszych członków rodziny. Fascynującym przedmiotem zainteresowania stają się brakujące informacje. Dlaczego klient nic nie wie ojcu swojego ojca? Dlaczego siostry matki zostały pominięte? Co mówi o rodzinie brak informacji o konfliktach, odcięciach, bolesnych stratach? Co się kryje za anegdotami opowiadanymi przez babcię?

Klientom często wydaje się, że przeszłość rodzinna jest wyłącznie balastem do odrzucenia, ponieważ wiąże się z przeżytą traumą (można zaryzykować stwierdzenie, że każda polska rodzina przeżyła jakąś traumę związaną z wydarzeniami historycznymi, przede wszystkim z II wojną światową). Gdy zaczynamy pracę okazuje się jednak, że w sposobach poradzenia sobie z trudnymi zdarzeniami odnajdujemy dowody siły, sprężystości, odporności, a także kreatywności w rozwiązywaniu problemów. Do wykorzystania. Dziś. Jutro.

Jak rozmawiać o depresji rodzica

Jak rozmawiać o depresji rodzica

Dziś o depresji napisano już chyba wszystko. Nie będę więc mówić o samej chorobie, objawach, lecz o tym, co jest jednym z problemów rodziny osoby chorej, czyli jak zdrowy rodzic może rozmawiać z dzieckiem o chorobie.

Nie jest łatwo radzić sobie z chorą żoną lub mężem, ale jeśli w domu są również dzieci, napięcie i złożoność tej sytuacji potęguje się. Wielu rodziców ma skłonność do ukrywania przed dziećmi trudnych wiadomości, mówią: „są za małe, żeby zrozumieć. Dowiedzą się o tym, kiedy będą starsze”. Większość ludzi umniejsza wrażliwość dziecka na nastrój rodzica i jego skłonność do postrzegania sytuacji jako gorszej niż jest w rzeczywistości. Gdy chory rodzic staje się milczący, jakby nieobecny, przestaje zajmować się domem i dziećmi, dzieci czują się zagubione, przestraszone, niepewne. Mogą też przypisywać sobie winę za taką zmianę zachowania rodzica. Bardzo ważne jest, by wtedy porozmawiał z nimi zdrowy dorosły, który wyjaśni co się dzieje. Taka rozmowa pomoże dziecku poradzić sobie z lękiem i ograniczyć katastroficzne wyobrażenia, jakie mogą powstawać w jego umyśle. Rozmowa mogłaby wyglądać np. tak, jak to opisuje Helene Arnstein (cytat za: D. F. Papolos, J. Papolos, Przezwyciężyć depresję):

„Tommy, mama przed pójściem do szpitala bardzo płakała i nie zajmowała się tobą tak, jak zwykle. Czuła się zmęczona i chora. Czasami uczucia chorują podobnie jak ciało. Czy pamiętasz, jak chorowałeś na odrę? Czułeś się tak źle, iż wydawało się nam, że nikogo nie kochasz. Cóż, mama cię kocha, ale nie potrafi tego okazać, bo czuje się tak mocno chora. Kiedy poczuje się lepiej i wróci do domu, znów będzie się z tobą bawić i wtedy przekonasz się, że nigdy nie przestała nas kochać.”

Fundamenty

Fundamenty

Nie ma nic pozytywnego w samej traumie; nie wybralibyśmy jej – ani wtedy, ani teraz. Nie ma nic dobroczynnego w dostaniu się do niewoli w Iraku albo w zdiagnozowaniu tętniaka. Niemniej jednak z naszego smutku możemy uzyskać coś korzystnego.

Dobro pochodzi tylko z tego, co zdecydujemy się z tym zrobić – z naszej walki, która odsłania to, co musi się zmienić w nas i wśród ludzi wokół nas; z udoskonalania naszej zdolności wyciągania znaczeń ze zdarzeń, które wydają się bezsensowne; z tego, że nie próbujemy odbudować repliki tego, co zostało stracone, ale skonstruować silniejszy, solidniejszy fundament naszego życia.

Michaela Haas, Niezniszczalni. Rozwój po traumie

Poczucie sprawczości

Poczucie sprawczości

Poczucie sprawczości i kontroli określane jest przez nasze relacje z własnym ciałem i jego rytmami: to, jak budzimy się i zasypiamy, jak jemy, siedzimy i chodzimy. Żeby móc mówić za siebie, musimy istnieć w swoim ciele – umieć oddychać pełną piersią i mieć dostęp do wewnętrznych wrażeń.

Bessel van der Kolk, Strach ucieleśniony

Bajka dla dziecka, które jest w Tobie

Bajka dla dziecka, które jest w Tobie

Był sobie mały, niebieski koralik. Był okrągły, błyszczący, słońce pięknie odbijało się w jego gładkiej powierzchni. Leżał w pudełku razem z różnymi drobiazgami. Uważnie przyglądał się swoim sąsiadom. Żaden z nich jednak nie był do niego podobny. Czuł się samotny wśród tasiemek, guzików i starych spinek do włosów. Marzył o tym, by spotkać kogoś, kto byłby choć trochę podobny do niego – chociaż błyszczący i okrągły. Nie musi koniecznie być niebieski.

Czy to znaczy, że jestem jedynym koralikiem na świecie? – pytał sam siebie. Może są gdzieś inne koraliki podobne do mnie? Ale jak to sprawdzić?

Koralik wymyślił, że musi wyjść z pudełka i poszukać kogoś, kto również byłby koralikiem. Jak postanowił, tak zrobił. Szczęśliwie udało mu się wydostać z pudełka. Wędrował po całym mieszkaniu. Wszystko było nowe, ciekawe, czasem zadziwiające. Nigdzie jednak nie widział nikogo, kto być choć trochę przypominał koralik.

Nagle potknął się i w tym samym momencie poczuł, że spada w dół, boleśnie obijając się o coś po drodze. Było ciemno, nic wokół nie widział. Słyszał tylko przyspieszone bicie swego serca. Przez głowę gwałtownie przebiegła mu myśl: Koniec ze mną! Ginę!

I nagle, gdy wydawało mu się, że już po nim … spadanie skończyło się. Wylądował na czymś miękkim. Dla obolałego koralika to było cudowne uczucie. Powoli otworzył oczy i ostrożnie rozejrzał się wokoło. To, co zobaczył, przeraziło go jeszcze bardziej niż samo spadanie. To były wielkie oczy z ogromnymi czarnymi źrenicami. Oczy wpatrywały się w niego groźnie. Odwrócił się szybko w nadziei, że oczy znikną. Nie zniknęły.

No, to już po mnie … – pomyślał koralik. Ciekawość była jednak silniejsza niż strach. Co to jest to miękkie, na którym leżę? Czy ma coś wspólnego z oczami?

Nagle oczy się odezwały: Już myślałem, że wszyscy o mnie zapomnieli! Nie mam siły … tak bardzo mnie boli …

Koralik oniemiał. Kim ty jesteś? Co tu robisz? – jak to, kim jestem? Fryderyk. Jestem królem tej piwnicy! Kota nigdy nie widziałeś??? Lepiej pomóż mi się stąd wydostać. Nie widzisz, łapa mi utkwiła w pułapce na myszy.

Nagle kot jakby stracił energię, opuścił łeb. Ale jak ty możesz mi pomóc… jesteś taki malutki …

Koralik zamyślił się. Wiesz, co … jak bym ja się wsunął w tę szparę pod drutem i ją trochę poszerzył, to może mógłbyś wyjąć łapę. Eee, to się nie uda, jesteś zbyt gładki – zasępił się kot.

Ale koralik był bardzo pomysłowym koralikiem. Zobacz, tu mam taki brzydki rowek –powiedział koralik – dlatego nie pasowałem do pierścionka i musiałem leżeć w pudełku ze starymi szpargałami. Spróbuję tą stroną podważyć drut. Kot nie był przekonany do tego pomysłu, ale, cóż, lepszy taki pomysł niż żaden.

Koralik długo mocował się z pułapką. Sprężyna bardzo mocno trzymała drut, a krągłość koralika nie ułatwiała sprawy. W końcu jednak się udało. Zasapany koralik uniósł drut na tyle, że kotu udało się wyswobodzić. Kot był wolny. Usiadł wygodnie, rozmasowując bolącą łapkę.

Uratowałeś mnie! Jestem ci bardzo wdzięczny. Podaruję ci coś. Kot wyciągnął łapę. Za pazur miał zaczepiony kawałek zielonej, cienkiej niteczki. Weź i pamiętaj, że to magiczna niteczka. Zawsze, gdy będzie ci źle, ciężko lub będziesz się bał, przełóż ją przez swoje oczko. Ona da ci moc i pomoże spotkać inne koraliki.

Koralik pożegnał się z kotem i wyruszył w dalszą drogę. Wiedział już, że nie musi niczego i nikogo szukać, by być szczęśliwym.